Od premiery gry Splatoon na Nintendo WiiU w 2015 roku minęło ponad dziesięć lat. W międzyczasie otrzymaliśmy dwie kontynuacje oraz poboczne przygody kolorowych kałamarnic (Inklingów) i ośmiornic (Octolingów), taplających się w hektolitrach tuszu. 

Za powołanie marki do życia odpowiada zespół młodych deweloperów ze studia Nintendo EPD Production Group No. 5 (Yusuke Amano, Tsubasa Sakaguchi, Hisashi Nogami, Shintaro Sato i Seita Inoue), którzy wykreowali kolorowy, magiczny świat Splatoon. Od samego początku tytuł ten – wydany na konsoli Nintendo Switch – stawiał na rozgrywkę sieciową z nielicznymi elementami jednoosobowej zabawy. Komponent fabularny rozwinęły dopiero dwie kolejne odsłony serii.

Dziecięca ciekawość

Kibicuję marce Splatoon od samego początku. Oczarowała mnie swoim beztroskim spojrzeniem na rozrywkę, kolorowym światem i estetyczną prostotą. Co więcej, pokochałem ją za oprawę audio, a szczególnie za wyśrubowane do granic niemożliwości, szalone tematy muzyczne, które towarzyszą mi po dziś dzień. Dlatego wieść o premierze Splatoon Raiders wzbudziła we mnie dziecięcą ciekawość nie tylko względem samej gry, lecz także muzyki, jaką miała zaoferować.

Utwory w grach Splatoon od zawsze miały swoje unikalne, niepodrabialne brzmienie. Kompozytorka Shiho Fujii powołała do życia fikcyjny język tytułowych kałamarnic i ośmiornic, będący zbiorem słów zaczerpniętych z angielskiego, hiszpańskiego, a także niemieckiego. Zapewniło to przestrzeń do nagrania piosenek z udziałem wymyślonych bohaterów z uniwersum Splatoona. 

W trzech odsłonach serii postawiono duży nacisk na rytmiczne, momentami rockowe piosenki z elementami popu, jazzu i punku. Nie zabrakło też miejsca dla muzyki etnicznej rodem z dalekiej Azji – w tym pieśni japońskiej o charakterze melancholijnej ballady, śpiewanej w stylu enka. 

Beztroska kreatywność

Oprawa muzyczna w Splatoon Raiders nawiązuje bezpośrednio do trybu rozgrywki Salmon Run, dobrze znanego graczom z ostatniej odsłony serii. Tym razem punktem odniesienia dla kompozytorów było stopniowe odkrywanie tajemnicy archipelagu w towarzystwie zespołu Deep Cut (Shiver, Frye oraz Big Man). Obrany przez deweloperów kierunek skłonił ich do zgłębienia gatunków zapewniających głębszą immersję, takich jak techno, dub czy minimalizm. 

Rozgrywka w Splatoon Raiders skupia się na trybie dla pojedynczego gracza oraz wielokrotnym powtarzaniu wielu sekwencji w tych samych planszach, niczym szybki looter-shooter. Niepokojąca momentami atmosfera gry była impulsem do stworzenia dźwięków opartych głównie na instrumentach elektronicznych. 

Oczywiście nowe pomysły na muzykę nie zastąpiły znanych fanom Splatoon, klasycznych kompozycji z trybu Salmon Run od zespołu Salmonidów (Omega Three). W utworach Surge & Submerge, Deluge Dirge i wielu innych nadal usłyszymy brzmienie wiolonczeli i kotłów w tle. Dostaliśmy też jednak coś w rodzaju dalekich krewnych Omega Three, którzy podnoszą morale naszych antagonistów. Jaką w takim razie rolę odgrywa muzyka w Splatoon Raiders?

Niechciane kompozycje

Powiedziałbym, że jest ona niewielka, a wręcz schowana za warstwą odgłosów nieskończonych, zapętlonych starć z hordami zmutowanych łososi (Salmonidów). Mamy tu do czynienia z euforią kakofonii, zlepkiem chaotycznych, czasem nieharmonijnych dźwięków. Rozumiem próbę skomponowania muzyki odmiennej i eksperymentalnej. Niestety Splatoon Raiders w porównaniu z poprzednimi odsłonami brzmi jak ścinka nieużytych wcześniej, niechcianych kompozycji. 

Jedynym jasnym punktem w tym wszystkim są utwory towarzyszące scenkom fabularnym oraz motywy muzyczne postaci. Osobiście wolałbym jednak usłyszeć piosenki, które były fundamentem poprzednich gier z serii Splatoon, niż zbitkę niepasujących do siebie instrumentów.

Czytaj więcej:

  • Ace Combat 8: Wings of Theve – bezkresna wolność

    Ace Combat 8: Wings of Theve – bezkresna wolność

    Wyciągając dłoń ku niebu, niejeden z nas zastanawiał się, jak to jest go dotknąć. W końcu świat ponad chmurami naprawdę zachwyca. Pozbawiony granic, daje poczucie oddechu i bezkresnej wolności. Taka jest też muzyka w Ace Combat 8: więcej

  • STAR WARS Zero Company – symfonia pod mgłą wojny

    STAR WARS Zero Company – symfonia pod mgłą wojny

    Gwiezdne Wojny od prawie półwiecza definiują brzmienie kosmicznej opery. Po wyznaczającym kanon Johnie Williamsie (np. Duel of the Fates) pojawił się Kevin Kiner (The Clones), który za pomocą syntezatorów i etnicznych dźwięków określił bitewną tożsamość Wojen więcej

  • The Blood of Dawnwalker – transcendentna muzyczna podróż

    The Blood of Dawnwalker – transcendentna muzyczna podróż

    Czasem natrafiamy na ścieżki dźwiękowe, które od pierwszych sekund domagają się uwagi, a ich melodie zostają w nas na długo po zakończeniu gry. I już chciałoby się napisać, że The Blood of Dawnwalker, jako niedaleki kuzyn Wiedźmina 3, więcej

  • Gothic Remake – przemalowane brzmienie Górniczej Doliny

    Gothic Remake – przemalowane brzmienie Górniczej Doliny

    Kiedy tylko THQ Nordic ogłosiło, że wespół z Alkimia Interactive biorą na tapet „NAJWAŻNIEJSZĄ POLSKĄ GRĘ KOMPUTEROWĄ”, moje serce rozpaliła fala nostalgii połączonej z olbrzymią obawą. Bo jak mawiał wujek Ben ze Spider Mana: „Z wielką mocą wiąże więcej

  • Czterdzieści lat z Hyrule Fantasy!

    Czterdzieści lat z Hyrule Fantasy!

    Na 40. lecie marki The Legend of Zelda za pomocą okaryny czasu przywołujemy mgliste, ale nadal żywe wspomnienia związane z przygodami leworęcznego bohatera, który niejednokrotnie ratował z opresji mieszkańców królestwa Hyrule. Jak zawsze zachęcamy Was do komentowania więcej

Redaktor Naczelny

Mariusz Borkowski

Człowiek o ogromnym sercu do muzyki oraz odkrywca niepowtarzalnych dźwięków. Od wielu lat bez wytchnienia dzieli się z innymi swoją bezustanną pasją do melodii z gier wideo.