Czasem natrafiamy na ścieżki dźwiękowe, które od pierwszych sekund domagają się uwagi, a ich melodie zostają w nas na długo po zakończeniu gry. I już chciałoby się napisać, że The Blood of Dawnwalker, jako niedaleki kuzyn Wiedźmina 3, należy właśnie do tej kategorii. Nic bardziej mylnego. On stara się wtopić w nasze doświadczenie do tego stopnia, że po pewnym czasie trudno stwierdzić, gdzie kończy się muzyka, a zaczyna świat gry.
Soundtrack Nikoli Kołodziejczyka, z udziałem Karoliny Matuszkiewicz, Piotra Musiała, Mikołaja Stroińskiego i wielu innych artystów, okazuje się niezwykle wyrafinowaną potrawą dźwiękową. Otrzymujemy brzmienie organiczne, surowe i niezwykle szczegółowe.
Fidel płocka, irańskie kemancze, kobyz, charakterystyczne barwy fletów i klarnetów oraz niezastąpiony śpiew biały nie są tu wyłącznie ozdobnikami. Wszystko to brzmi archaicznie, ale co najważniejsze – nie próbuje udawać XIV wieku, tylko opiera się na kanwie karpackich brzmień. Ba, dla odmiany zostajemy również uraczeni współczesnymi instrumentami, takimi jak gitary elektryczne. Są one używane w odpowiednich momentach, nie burząc przy tym muzycznego języka świata. To wszystko składa się na obraz czarującego neomediewalizmu. Najciekawsze jest jednak to, co dzieje się z muzyką po wejściu do gry.
Po licznych godzinach spędzonych w dolinie Vale Sangora zaskakująco niewiele motywów potrafię odtworzyć z pamięci. Kiedy jednak próbuję sobie przypomnieć, jak wyglądała moja podróż w świecie Dawnwalkera, jedno wiem na pewno: melodie były tam niemal cały czas. I chyba właśnie w tym tkwi największy paradoks.

Muzyka w The Blood of Dawnwalker nie jest nieobecna. Nie znika – przeciwnie, przenika doświadczenie w taki sposób, że przestaje funkcjonować jako osobny element. Nie zastanawiamy się nad nią, tak jak nie zastanawiamy się nad fakturą tekstur. Po prostu przyjmujemy ją jako integralną część tego miejsca. Ten soundtrack jest trochę jak światło: nie patrzymy na nie bezpośrednio, a jednak to dzięki niemu widzimy wszystko dookoła. Czy to za dnia, czy pod osłoną nocy, muzyka nieustannie kształtuje atmosferę doliny, nadając przestrzeni unikalny charakter.
Coen nie jest kolejnym herosem. Muzyka podkreśla jego człowieczeństwo, samotność, stratę, a szczególnie wewnętrzne rozdarcie. Stąd jej intymność i powściągliwość. Nawet wtedy, gdy partytura zaczyna budować się w stronę monumentalności, to rzadko próbuje przytłoczyć samą scenę.

Dokładnie tak samo jest z wyborem wcześniej wspomnianych instrumentów. Wiele z nich kojarzy się z europejską tradycją ludową, ale mamy również do czynienia z takimi spoza regionu. Dzięki temu muzyka nie zamyka się w jednej geograficznej bańce. Tworzy własny język, nie próbując powielać brzmień znanych ze świata krwiopijców, jak organy czy akordeon. Nie krzyczy, że to gra z wampirzym sznytem. Wręcz przeciwnie – do bólu chce zachować wyraz człowieczeństwa.
To nie tak, że soundtrack ten nie ma zapadających w pamięć tematów. Ma ich całkiem sporo. Battle of Retribution oraz Main Theme są tego świetnymi przykładami. Na albumie potrafią być jednymi z tych utworów, które natychmiast przyciągają uwagę i pokazują, jak pomysłowa i pełna szczegółów jest cała partytura. Następnie przychodzą na myśl utwory Desperate Measures i Whirling Shadows. Podczas walki ich poszczególne elementy muzyczne znacznie trudniej wyłapać, gdyż stapiają się z odgłosami samej potyczki.

I właśnie tu Dawnwalker najbardziej różni się od Wiedźmina 3, z którym będzie porównywany. Obie gry czerpią z podobnego źródła, czyli fascynacji folklorem i dawnymi tradycjami, ale muzyka pełni w nich nieco inną funkcję. Dźwięki towarzyszące podróżom Geralta pozwalały swoim charakterystycznym motywom wyjść na pierwszy plan i zostać w pamięci. Z kolei arcydzieła, które przygrywają wędrówkom Coena, potrafią rozpłynąć się w odgłosach świata, by dopiero na albumie pokazać pełnię swojego charakteru. Jedna ścieżka jest pieśnią, druga staje się krajobrazem.
I właśnie dlatego The Blood of Dawnwalker aż prosi się o wydanie fizyczne. Album został pomyślany jako samodzielne doświadczenie. Przykładowo: podsumowujący grę utwór Ballad of Night and Day znajduje się na jego początku. To własna dramaturgia, własny rytm i sposób prowadzenia słuchacza. Poszczególne utwory zaczynają ze sobą rozmawiać, kiedy nie muszą już podążać za chronologią wydarzeń.
Dlatego odsłuch Dawnwalkera poza grą jest doświadczeniem niemal odwrotnym do samej rozgrywki. W świecie Vale Sangory muzyka przepływa obok nas i przez nas, pozostając częścią całości. Natomiast podczas odsłuchu możemy zatrzymać się przy niej, przyjrzeć się jej z bliska i usłyszeć to, co wcześniej mogło prześlizgnąć się gdzieś na granicy świadomości. To bez dwóch zdań soundtrack, który nie jest nieobecny. Jest wręcz zbyt obecny, byśmy musieli go zauważać podczas grania. To muzyka, która stała się światem.

Przez lata niezależne japońskie studio Vanillaware budowało swoją popularność dzięki niespotykanej nigdzie indziej unikatowej oprawie graficznej, której od zawsze towarzyszyła oryginalna muzyka autorstwa studia Basiscape. W trakcie ponad dwudziestoletniego stażu w branży gier wideo kompozytorzy więcej
Wyciągając dłoń ku niebu, niejeden z nas zastanawiał się, jak to jest go dotknąć. W końcu świat ponad chmurami naprawdę zachwyca. Pozbawiony granic, daje poczucie oddechu i bezkresnej wolności. Taka jest też muzyka w Ace Combat 8: więcej
Gwiezdne Wojny od prawie półwiecza definiują brzmienie kosmicznej opery. Po wyznaczającym kanon Johnie Williamsie (np. Duel of the Fates) pojawił się Kevin Kiner (The Clones), który za pomocą syntezatorów i etnicznych dźwięków określił bitewną tożsamość Wojen więcej
Czasem natrafiamy na ścieżki dźwiękowe, które od pierwszych sekund domagają się uwagi, a ich melodie zostają w nas na długo po zakończeniu gry. I już chciałoby się napisać, że The Blood of Dawnwalker, jako niedaleki kuzyn Wiedźmina 3, więcej
Tym razem zaglądamy za kulisy soundtracku do The Blood of Dawnwalker. Rozmawiamy z Nikolą Kołodziejczykiem, Piotrem Musiałem, Karoliną Matuszkiewicz i Adamem Jędrysikiem o jego powstawaniu, karpackich brzmieniach i nietypowym instrumentarium. Przede wszystkim jednak o muzyce, która buduje świat więcej
Na 40. lecie marki The Legend of Zelda za pomocą okaryny czasu przywołujemy mgliste, ale nadal żywe wspomnienia związane z przygodami leworęcznego bohatera, który niejednokrotnie ratował z opresji mieszkańców królestwa Hyrule. Jak zawsze zachęcamy Was do komentowania więcej