Marka Pokémon wielu z nas kojarzy się z beztroskim dzieciństwem i zabawami w łapanie stworków, które w postaci kart zabieraliśmy w kieszeni do domu. Z czasem papierowe karty zamieniliśmy na pierwsze elektroniczne gry z serii Pokémon, towarzyszące nam aż do teraz. Choć dzisiaj na kolejne produkcje studia Game Freak patrzymy już z dużą rezerwą, to wciąż czasem ślepo wierzymy, że następna gra z cyklu może zmienić coś na lepsze, szczególnie jeśli mowa o oprawie artystycznej.
Nie inaczej jest w przypadku Pokémon Legends: Z–A, która – jak można było się spodziewać – zbiera wśród recenzentów skrajne opinie. Mam wrażenie, że nasze oczekiwania wobec kontynuacji gier studia Game Freak już dawno przerosły nas samych i nikt tego nie zmieni, bo ostatecznie przecież chodzi wyłącznie o dobrą zabawę. Może od strony fabularnej oraz graficznej produkcja Pokémon Legends: Z–A nie zachwyca, za to nadrabia na wielu innych poziomach, zwłaszcza pod kątem oprawy audio.
Być może jest to zasługa dyrektora Harukiego Tochigiego, który kilka lat temu objął stanowisko kierownicze, ponieważ z każdą nową odsłoną Pokémonów dostajemy coraz bardziej wartą uwagi muzykę. Już Pokémon Legends: Arceus wprowadził wiele świeżości, a najnowsza odsłona tylko potwierdza, że zmiana w kierownictwie była słuszna.

Muzyka w Pokémon Legends: Z–A to nowy poziom immersji. Co więcej jest to soundtrack, który może znaleźć nowych odbiorców, szczególnie w środowiskach osób niekoniecznie śledzących markę Pokémon. Warto jednak przypomnieć, że każda kolejna odsłona gry Pokémon miała zazwyczaj bardzo nierówną ścieżkę dźwiękową, tak jakby kompozytorzy w pewnym momencie zapominali, w jakim kierunku mieli poprowadzić muzykę. Dlatego tylko nieliczne utwory z serii Pokémon przetrwały próbę czasu, a większość z nich jest obecnie ciężkostrawna.
Niemniej Pokémon Legends: Z–A pod względem muzyki skradła moje serce. Dostałem tak wiele różnorodnych gatunkowo bodźców, że nadal nie mogę uwierzyć, jak do tego doszło. Wszystko staje się jasne, kiedy spojrzymy na listę płac i odnajdziemy na niej osoby odpowiedzialne za kompozycje do nowych Pokémonów. Wśród nich znaleźli się weterani branży muzycznej, tworzący niegdyś utwory do gier z takich serii jak: Tekken, Ridge Racer, Street Fighter, Final Fantasy i wielu innych popularnych japońskich produkcji. Jak zatem brzmi muzyka do Pokémon Legends: Z–A?

Jest to pod wieloma względami przemyślana oprawa audio, a dobór gatunków muzycznych wprost idealnie oddaje nastrój ulic (przykład muzyki) miasta Lumiose, perły regionu Kalos. Niezależnie od pory dnia na każdym kroku towarzyszą nam dźwięki z pogranicza gatunków: smooth, acid, fusion jazz, a nawet funk (przykład muzyki). Wiedząc, ile czasu spędzimy na łapaniu Pokémonów, kompozytorzy stanęli na wysokości zadania i dostarczyli nam utwory na poziomie, jakiego nie powstydziłby się żaden współczesny zespół grający na żywo jazz.
Najwięcej czasu spędzimy jednak na toczeniu niezliczonej ilości starć z losowymi trenerami Pokémonów, podczas których najczęściej towarzyszyć nam będzie muzyka klubowa. Nie mówimy tutaj o bezmyślnej kakofonii dźwięków, ale o przemyślanej muzyce elektronicznej (przykład muzyki), zahaczającej o gatunki: funk, rock, industrial oraz acid (przykład muzyki). W pierwszej chwili możecie pomyśleć: ale to już było. Owszem, może i było, ale nigdy wcześniej tak podane. Na każdym kroku towarzyszy nam muzyka taneczna okraszona dźwiękami na bardzo wysokim poziomie artystycznym.

Kompozytorzy w składzie: Minako Adachi, Hiromitsu Maeba, Carlos Eiene, Shinji Hosoe, Ayako Saso, Takahiro Eguchi, Shota Kageyama pod przewodnictwem Hitomi Sato dostarczyli najlepszy jakościowo soundtrack w historii gier Pokémon. Owszem, może nie usłyszymy tu nowych melodii, które zostaną z nami na lata, ale w zamian dostaliśmy pełnoprawny jakościowo album z zaszytymi między wersami melodiami z poprzednich odsłon serii. Pewnie wielu z Was zapamięta Pokémon Legends: Z–A raczej jako kolejną ewolucję niż rewolucję. Dla mnie zaś będzie to jedna z tych produkcji z fenomenalną ścieżką dźwiękową.

Najgroźniejszym przeciwnikiem muzyki do gier z gatunku roguelite nie jest finałowy boss czy jakaś bardziej wysublimowana lokacja, lecz kolejna próba. Utwory, które pierwotnie porywają do walki, przy n-tym powrocie mogą stać się najzwyczajniej w świecie frustrujące. Gareth więcej
Od premiery gry Splatoon na Nintendo WiiU w 2015 roku minęło ponad dziesięć lat. W międzyczasie otrzymaliśmy dwie kontynuacje oraz poboczne przygody kolorowych kałamarnic (Inklingów) i ośmiornic (Octolingów), taplających się w hektolitrach tuszu. Za powołanie marki do życia odpowiada więcej
Dzieło Willa Wrighta i ekipy z Maxis przeszło wiele, wiele zmian, zanim skrystalizował się ich pomysł na grę będącą satyrą na konsumpcjonizm. Fenomen pierwszej części The Sims i jej niepowtarzalnej atmosfery to zaś w głównej mierze zasługa więcej
Assassin’s Creed Black Flag Resynced jest opowieścią o Morzu, które nie zna ciszy. Skrzypią deski, wiatr napina żagle, a głosy Załogi niosą się daleko poza pokład Kawki. Każdy, kto odnajdzie ten List, niechaj więcej
Pomimo, że nie miałem wobec przygód Elliota żadnych oczekiwań, to nowa produkcja od Square Enix okazała się jednym z moich największych growych zaskoczeń tego roku. To bardzo sprytny mariaż rozwiązań podpatrzonych ze staro szkolnych tytułów z serii The Legend więcej