Ratchet & Clank: Rift Apart był jedną z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie gier pierwszej połowy 2021 r. Oczywiście można stwierdzić, że marka tworzona przez Insomniac Games od niemal 20 lat jest adresowana bardziej do młodszych odbiorców i skończywszy 26 lat, raczej nie powinienem się nią interesować. Jednak gdy przypomnę sobie, ile frajdy miałem z powrotu do pierwszej odsłony i jej remake’u z 2016 r. to trudno mi się zgodzić z tymi zarzutami. Dlatego, kiedy tylko udało mi się zorganizować trochę wolnego czasu i zasiadłem do nowych przygód lombaksa, nie potrafiłem się oderwać od tej międzywymiarowej zabawy przez dobre dwa dni. Głównie dlatego, iż rozgrywka Ratchet & Clank: Rift Apart jest dość zróżnicowana, a reżyseria scen i oprawa wizualna sprawiają, że granica pomiędzy grą a filmem animowanym się zaciera.

Tak bogata oprawa dźwiękowa sprawia, że sama muzyka schodzi na dalszy plan.

Przemierzanie kolejnych planet, przemieszczanie się między wymiarami czy strzelanie z wymyślnych broni jest niesamowicie satysfakcjonujące za sprawą udźwiękowienia, gdyż wszystko w tej grze ma swoje indywidualne brzmienie. Natomiast za sprawą wbudowanego w pad Dualsense głośnika, haptycznych wibracji i adaptacyjnych spustów można tę produkcję przejść na minimalnym poziomie ogólnej głośności, bo kontroler wyraźnie podkreśli jaką czynność właśnie wykonujemy. Dlatego w tym przypadku zalecałbym granie na zestawie kina domowego, aniżeli słuchawkach, ponieważ wokół nas dzieje się tyle, że odcinając się od świata dobrze tłumiącym headsetem, pozbawiamy się dostępu do wielu subtelnych elementów.

Ratchet & Clank: Rift Apart – kulisy prac nad muzyką

Na pozytywny odbiór wpływa także dubbing. Na polską lokalizację często się narzeka, z racji tego, że aktorzy często nie wiedzą, co odgrywają i nie widzą materiału źródłowego, do którego się odnoszą. Jednak tutaj chyba otrzymali dokładną informację, iż adaptują swoje głosy na potrzeby gry utrzymanej w stylu filmu animowanego, ponieważ słuchając rodzimej wersji językowej słychać wyraźny luz i zabawę intonacjami. I chociaż w obsadzie znalazła się niemała plejada gwiazd i brawa należą się wszystkim aktorom, to ten aspekt gry Ratchet & Clank: Rift Apart zostanie w mojej pamięci za sprawą popisu, jaki dał Mirosław Wieprzewski. Jasne, słuchając Doktora Nefariousa w jego wydaniu, nie mogłem uciec od skojarzeń z Gargamelem, ale to głównie zasługa tego, że Nefarious w oryginale ma zbliżoną barwę, więc nic dziwnego, że polski aktor (który wciela się w tego szaleńca od 2011 r.) postawił na sprawdzone rozwiązania

Tak bogata oprawa dźwiękowa sprawia, że sama muzyka schodzi na dalszy plan. Owszem, złożony z 20 utworów soundtrack jest bardzo spójny i nietrudno zepchnąć go do roli tła, aczkolwiek taki był zamysł kompozytorów, aby muzyka podkreślała to, co dzieje się na ekranie. Jednak skupiając całą swą uwagę na kompozycjach, doświadczycie prawdziwej uczty, jaką przygotowali Mark Mothersbaugh i Wataru Hokoyama. Niemal każdy numer rozpoczyna się dość subtelnie, lecz wraz z kolejnymi sekundami rozwija się, by po chwili zamienić istną feerię dźwięków.

Aspekty wizualne i czysto gameplayowe odgrywają tu istotniejszą rolę i muzyka do tej gry szybko popadnie w zapomnienie.

Ratchet & Clank Rift Apart

Chociaż w dużej mierze to zasługa elektroniki i syntezatorów, to nie odczułem znużenia czy przesytu słuchając Cascading Entropic Fissure, które równie dobrze pasowałoby do Astro’s Playroom, czy bondowskiego Molonoth Means Paradise. Aczkolwiek najbardziej wyróżniającym się motywem może pochwalić się Y’Ardolis, które rozpoczyna się od klimatycznej partii akordeonu, by po chwili ustąpić miejsca dostojnym chórom i stworzyć nastrój, podobny do tego, który tworzyło intro do God of War (2018). Jednak w moim odczuciu prawdziwymi perełkami tego soundtracku są Ode to NefariousJoin Me at the Top napisane dla Doktora Nefariousa, gdyż klimatem przypominają piosenki disneyowskich antagonistów. Zwłaszcza Join Me at the Top jest utworem, który brzmi jak wyrwany z jakiegoś musicalu i najdłużej zostaje w pamięci po ukończeniu gry. Być może właśnie dlatego pojawia się dopiero podczas napisów końcowych.

Podsumowując, Ratchet & Clank: Rift Apart jest niewątpliwie jedną z najlepszych produkcji wydanych w pierwszej połowie 2021 r., a Mark Mothersbaugh i Wataru Hokoyama włożyli mnóstwo serca i wysiłku w to, by ścieżka dźwiękowa była równie interesująca. Mam jednak wrażenie, że same aspekty wizualne i czysto gameplayowe odgrywają tu istotniejszą rolę i muzyka do tej gry szybko popadnie w zapomnienie.

Czytaj więcej:

Współpracownik

Grzegorz Cyga

Gra na komputerze, na konsolach PlayStation i na nerwach sąsiadów z racji, że jego bronią w realnym świecie jest gitara elektryczna.