Nie sposób nie patrzeć z nostalgią na wczesne Bioware, na pierwsze Baldur’s Gate (1998), Knights of the Old Republic (2003) czy Neverwinter Nights (2002). Były to gry, które stanowiły wzór dla innych produkcji z gatunku RPG tamtych czasów i przez to zapisały się w naszej pamięci jako wspaniałe, angażujące przygody.

Doświadczymy typowego dla Chin pełnego majestatu i teatralności brzmienia.

Wydaje się, że kolejna gra studia, Jade Empire (2005), którego ścieżce dźwiękowej poświęcimy kilka słów, była ukoronowaniem dotychczasowego dorobku studia – systemy narracyjne oparte o KotORa, orientalna fantastyka zaczerpnięta z chińskiej kultury oraz angażująca walka stanowiły fundament doskonałej opowieści fantasy o przeznaczeniu, będącej tak naprawdę ostatnim wielkim dziełem studia przed wejściem w erę Mass Effecta i późniejszych problemów.

Wspomniane tytuły natychmiast przywołują na myśl doskonałe soundtracki. Michael Hoenig, Jeremy Soule czy Jesper Kyd we współpracy z Albertem Olsonem i post-industrialowym artystą Raymondem Wattsem podnosili już wtedy poprzeczkę w kwestii jakości ilustracji muzycznej dla gier studia. Okres produkcji Jade Empire był jednak czasem jeszcze ciekawszym z perspektywy historii, bo to wtedy rozpoczęła się współpraca studia z Jackiem Wallem, najczęściej kojarzonym z kompozycjami do pierwszej i drugiej części Mass Effecta. Jego styl aranżacyjny i kompozytorski słyszalny był jednak znacznie wcześniej, czego Jade Empire jest świetnym dowodem.

Jego zadanie było jednak o wiele trudniejsze niż w przypadku słynnej space opery, którą (bez umniejszania artystycznego osiągnięcia Walla) o wiele łatwiej umieścić w estetyce współczesnej muzyki ilustracyjnej opartej jakże często o mariaż elementów orkiestralnych i elektronicznych. I to znajdziemy w Jade Empire, jednak zanurzenie gry w elementach wschodnich, mocne inspiracje chińską kulturą i mitologią, a co za tym idzie – konieczność zagłębienia się w orientalną twórczość, są wyzwaniem o wiele większym.

Wspieraj nas!

Jack Wall ewidentnie wyszedł z niego zwycięsko i nie jest to stwierdzenie uwarunkowane nostalgią. Kompozytor bowiem nie popadł w kicz, który można usłyszeć w wielu orientalnych ścieżkach dźwiękowych. Jest to owszem, jak w wielu innych przypadkach (chociażby Prince of Persia: Sands of Time), mieszanka elementów zachodnich (typowych dla Walla marszowych melodii i bogatej sekcji dętej) ze wschodnimi (pełen przekrój chińskich instrumentów i melodii). Wall jednak nie wykorzystuje nierozważnie i lekceważąco folkowych instrumentów w orkiestralnych utworach (jedynie akcentuje), tak więc orkiestralna epika pozostawiona jest głównym punktom fabuły, zaś chiński folklor – nienachalny, szczery – reszcie gry.

Wsłuchując się w galaktykę – Trylogia Mass Effect #1

Główny motyw gry (Jade Empire Main Theme) to typowy dla Walla, wzniosły i piękny utwór na pełną orkiestrę, którego aranżacja ledwie zdradza lokalizację gry poprzez implementację fletu dizi. O ile tutaj pełni bardzo ornamentalną funkcję, o tyle pipa (instrument szarpany) i guzheng (chiński odpowiednik cytry) w Hills And Fields, Dance Of The Babbling Broo, Fallow Ground będą stanowiły centralny punkt utworu. I to właśnie w takich kawałkach, których całe szczęście jest więcej niż typowego score’u, Wall odsłania swój kunszt. Chociażby Fist, Test Your Mettle, Into the Fray, Fury, Hammers and Thongs – jako utwory akcji oparte o rytmizacje – są stosunkowo odległe wobec reszty jego dorobku i miło coś takiego słyszeć. Usłyszymy tutaj chiński cymbał czy bangu, które urozmaicają zgoła banalne, aczkolwiek świetnie wpisujące się w kontekst sekwencji walk kompozycje.

Wall nie zapomniał też o erhu, instrumencie smyczkowym, którego dźwięk jest powszechnie rozpoznawalny jako idiom kultury Chin. The Tea House jedynie akcentuje jego obecność, zaś w doskonałym Ballad Of The Drunken Revelers w pełni odsłania on swoje możliwości. To folkowy i bajkowy utwór, który przesączony jest chińskim brzmieniem, podobnie jak A Night Out czy Wine and Women, gdzie doświadczymy typowego dla Chin pełnego majestatu i teatralności brzmienia.

To jednak nie oznacza, że wszystkie utwory są skomponowane w taki sposób. Część z nich, zgodnie z założeniem, jest mieszanką elementów wschodnich i zachodnich (z lepszym i gorszym skutkiem). Wall akcentuje jedynie w takich kawałkach chińskie instrumenty, co umniejsza oryginalności pracy w imię spełnienia wymogów konwencji. Tak więc ponury ambient dla dowolnej gry fantasy raz okraszony jest guzhengiem (Last Rites, Internment), a raz traci zupełnie orientalny koloryt (House Of Spirits, The Dark Land). Raz słyszymy pełen zespół chińskich instrumentów (Ill Winds), raz typową, sztampową orkiestrę (Torment, The Way Of The Closed Fist). Oczywiście, takie rozbicie nie służy źle grze, która przecież wymaga różnych utworów, jednak biegłość Walla w imitowaniu chińskiego folku zwyczajnie rozpuszcza słuchacza i sprawia, że reszta soundtracku wypada blado i odtwórczo.

Wall pobił na głowę niejeden hollywoodzki soundtrack.

Śmiałbym powiedzieć, że Wall pobił na głowę niejeden hollywoodzki soundtrack, który na zachodnią modłę starał się przywłaszczać chińskie brzmienie, tworząc prędzej pop, niż muzykę wierną swoim korzeniom. Doceniam, że rzadko łączy w Jade Empire dwa odrębne brzmienia, pozwalając każdemu zaistnieć w odrębny sposób, szanując zarówno swój własny styl, jak i ten mu obcy, w który się zgłębił. W grze muzyka funkcjonuje znakomicie i tylko to tak naprawdę powinno mieć znaczenie, jednak jest to praca znacznie lepsza, warta samodzielnego odsłuchu, sprawnie kreująca orientalny, baśniowy klimat bez popadania w pusty eklektyzm czy kiczowate naśladownictwo.

Recenzja powstała dzięki wsparciu Patronów. Dziękujemy!

  • Artur Karwala
  • Mateusz Lubski
  • Izabela Durma
  • Ronan G
  • Szpadel
  • Michał Kobelka
  • Maciek Król
  • Maciek Glinianowicz
  • TomaShh

Czytaj więcej:

Współpracownik

Jan Szafraniec

Pasjonuje go wszystko co szumiące, minimalne i industrialowe. Większość czasu spędza na pisaniu i pływaniu w ambiencie. Muzykę do gier wiernie wyznaje od dekady i nie zamierza przestać.