Metal Eden zaprasza nas do świata, w którym rytm maszyn wyznacza puls życia, a muzyka staje się ostatnią cząstką zaginionego człowieczeństwa. W produkcji od Reikon Games dźwięk jest nie tylko przewodnikiem, lecz także dodatkową, niewidzialną bronią. Już od pierwszej minuty da się odczuć, że tutejszy świat ma zamiar nakłonić nas do biegu, reakcji i bycia w ciągłym napięciu.
Duet Wiolety „VOLA default” Wnorowskiej oraz Saschy „Sonic Mayhem” Dikiciyana zbudował dźwiękowy ekosystem gry. Ich wspólne dzieło brzmi jak fuzja Ruinera z Doomem i Ghostrunnerem w cybernetycznej komorze. Szybkie tempo, przestery, breakbeaty i surowa synteza tworzą muzyczną dystopię o przemocy, rytmie i próbie zachowania kontroli, gdy system stara się nami zawładnąć. Całość została zaimplementowana z wykorzystaniem middleware Wwise. To przykład doskonale zsynchronizowanego audio, w którym muzyka reaguje na działania gracza niemal natychmiast.
W chwilach intensywnej walki tło eksploduje przesterem i rytmem, a gdy świat cichnie, ścieżka dźwiękowa przechodzi w glitchowy ambient, tworząc oddech systemu. Dzięki temu Metal Eden jest nie tyle grą z muzyką, co grą sterowaną przez muzykę. W tej oprawie nawet cisza staje się narzędziem do tworzenia napięcia – jako chwilowe zawieszenie akcji przed kolejnym dźwiękowym wybuchem. To świetna robota audiotechniczna, która sprawia, że soundtrack nie jest tu tłem, lecz reakcją, a czasem nawet przeciwnikiem. I to działa, przynajmniej do pewnego momentu.

Jak każdy „okołocyberpunkowy” świat, ten ma również swoje pęknięcia. Metal Eden to rozrywka na od 5 do 8 godzin – intensywna, gęsta, wręcz przeciążająca. I to nasycenie, choć imponujące, nie zawsze działa w dłuższej perspektywie. Po kilku misjach zacząłem zauważać, że dźwięk – nawet jeśli dopracowany – rzadko buduje wyraziste kontrasty, przez co zlewa się w długie pasmo napięcia. I to prawda: w krótkiej grze taki zabieg może działać, ale odbiera muzyce szansę na pełne wybrzmienie czy zapadnięcie w pamięć. Nie uświadczyłem tu momentu jak z Dooma, chociaż architektura audio stara się budować dość podobną energię.
Mimo tych wad trudno tę grę zignorować, szczególnie na warstwie brzmieniowej. Metal Eden to przykład audio będącego częścią narracji zarówno wizualnej, jak i fabularnej. Cały świat dzięki niemu jest lepiej podkreślony: czy to przez piękny sound design broni, wybuchów i innych efektów, czy właśnie przez muzykę – chłodną, syntetyczną, precyzyjną, budującą klimat, jakiego brakuje wielu cyberpunkowym grom. To ścieżka, która zostaje w pamięci mięśniowej, w poczuciu pośpiechu, a w końcu także w naszym ciele.

Metal Eden brzmi jak świat zaprojektowany przez maszyny. I choć człowiek chciałby usłyszeć w nim niedoskonałości, trudno nie docenić tego, jak spójny i wyrazisty jest ten projekt dźwiękowy. Może soundtrack uwięziony w grze to też pewien koncept?

W 2004 roku kompozytor Mitsuo Terada aka Tsunku wpadł na banalny pomysł, aby za pomocą prostych sekwencji zręcznościowych stworzyć przystępną dla każdego, rytmiczną grę. Tak powstała Rhythm Heaven (Rhythm Tengoku) – jedna z ostatnich produkcji więcej
Od dłuższego czasu coś wisiało w powietrzu. Kiedy wreszcie padła zapowiedź przygód gwiezdnych najemników pod przewodnictwem lisiego kapitana, było już pewne, że dostaniemy kolejny remake gry Lylat Wars z 1997 roku. Wielu graczy ostudziła ta wiadomość, więcej
Rynek indie nie przestaje mnie zaskakiwać. Potrafi wyciągnąć każdy, niemal zapomniany gatunek i nadać mu niepowtarzalny twist. Rogue Flight to oda do produkcji samolotowych typu shoot’em up, jednego z demiurgów gier wideo, ale nie spodziewałem się, jak sycąca więcej
Był taki moment w życiu każdego z nas. Ostatnie wakacje. Ostatnia noc z przyjaciółmi. Ostatni raz, kiedy wydawało się, że nic nigdy się nie zmieni. Śmiech, filmy oglądane po raz setny, ulubione piosenki wykrzykiwane z całych sił więcej