Rynek indie nie przestaje mnie zaskakiwać. Potrafi wyciągnąć każdy, niemal zapomniany gatunek i nadać mu niepowtarzalny twist. Rogue Flight to oda do produkcji samolotowych typu shoot’em up, jednego z demiurgów gier wideo, ale nie spodziewałem się, jak sycąca będzie to uczta dla zmysłów.

Gra niezależnych twórców z Ohio, Truant Pixel, czerpie inspiracje ze Star Fox czy Space Harrier. Jest bardzo jaskrawa i chaotyczna, z ogromnymi, kolorowymi laserami i statkami, które nieustannie poruszają się po ekranie z dużą prędkością. To 120 klatek na sekundę kosmicznej frajdy. Zrzuty ekranu nie oddają piękna cel-shadingowej rozpierduchy w pełni. 

Za soundtrack odpowiedzialny jest duet z St. Louis w stanie Missouri kryjący się pod uroczym pseudonimem Fat Bard, czyli Patrick Crecelius i Zach Fendelman. Stworzyli oni kilka ścieżek dźwiękowych dla niezależnych studiów gier, prezentując szeroki wachlarz stylów i tworząc unikalne wrażenia dźwiękowe dla każdego projektu. Ich muzykę usłyszycie w Crashlands, Jet Lancer czy Bubsy 4D. 

Pat i Zach mają jasno sprecyzowaną wizję i pasję do dźwięków – jest nią eksperymentowanie z przystępnością. Nie wiem, czy istnieje odpowiednik easter egga w utworze muzycznym, ale jeśli nie, to powinniśmy go stworzyć, by móc opisać, co się dzieje w dźwiękach i muzyce do tej gry. Aż kipią one od odniesień do popkultury na każdym etapie. Dotyczy to także voice actingu. Do projektu zaproszono kochanych przez fanów anime aktorów głosowych: Kotono Mitsu, czyli Misato z Evangeliona czy Usagi z Czarodziejki z Księżyca oraz Masakę Aizawę z najnowszego Gundama, wraz z kolegami z planu – Riką Fukami i Yoshitaką Kure.

Do skomponowanego przez Fat Bard intro pt. Yokou zaśpiewała Itoki Hana, japońska wokalistka o anielskim głosie, którą wcześniej słyszeliśmy m.in. w grze Deltarune. Utwór otwierający jest jawnym hołdem dla anime lat 80. i 90. Orkiestracja dźwięków na modłę seriali z gatunku mecha, czyli anime z wielkimi robotami, sprawdza się tu wybitnie. Jako ktoś, kto słucha czołówek z Gundama ot tak, do obierania ziemniaków, doceniam każdy element tego kawałka. A doświadczamy go wiele razy, bowiem gra do najłatwiejszych nie należy. Rzeczywiście, „game over” widzimy tu często, więc muzyka nie może być nużąca przy ponownych próbach. Preparation z menu hangaru nastraja do dłubania w ustawieniach naszego statku przed kolejnym, jeszcze tylko jednym, idealnym runem.

Muzyka potęguje zachwyt

Próżno oczekiwać od Rogue Flight długiego scenariusza. Wątek główny zamyka się w kilku godzinach, ale wracamy do niego, odblokowując nowe bronie, skórki i ulepszenia oraz tryby gry wraz z innymi ścieżkami fabularnymi. I to wystarczy, przecież taka kanwa gatunku. To, co wyróżnia tę grę, to feeria doznań – optycznych, muzycznych, dźwiękowych i czuciowych… Wszystko naraz w pędzącym z nadświetlną prędkością rytmie. Dźwięki dochodzące z głośników i kontrolera oraz jego wibracje łączą się w epickiej harmonii. 

Utwór Badlands jest tego doskonałym przykładem. Pierwszy raz spotykam się z czymś takim. Pad drży w rytm naszych strzałów, uników, parowań, ataków specjalnych, dostrajając się do perkusji i basu nieznających litości, klimatycznych utworów. Przy Earth Escape chce się rzucić wszystko i udawać grę na gitarze w powietrzu! Z kolei syntezatory, power metalowe riffy i „high hity” Showdown nakładają się na siebie, wywołując efekt synestezji. 

W pewnym momencie człowiek przestaje mrugać i jednoczy się z grą na poziomie zmysłów. Każdy ułamek sekundy jest ważny, więc stawiające na sztorc włosy arpeggio dodają nam determinacji w pogoni przez Układ Słoneczny. 1 godzina, 28 podanych ze smakiem i sercem kawałków. Nostalgiczne, pompujące krew dźwięki. Lecę ratować świat!

Czytaj więcej:

  • Splatoon Raiders – euforia kakofonii

    Splatoon Raiders – euforia kakofonii

    Od premiery gry Splatoon na Nintendo WiiU w 2015 roku minęło ponad dziesięć lat. W międzyczasie otrzymaliśmy dwie kontynuacje oraz poboczne przygody kolorowych kałamarnic (Inklingów) i ośmiornic (Octolingów), taplających się w hektolitrach tuszu.  Za powołanie marki do życia odpowiada więcej

  • Muzyka do The Sims – kontemplacyjne arcydzieło

    Muzyka do The Sims – kontemplacyjne arcydzieło

    Dzieło Willa Wrighta i ekipy z Maxis przeszło wiele, wiele zmian, zanim skrystalizował się ich pomysł na grę będącą satyrą na konsumpcjonizm. Fenomen pierwszej części The Sims i jej niepowtarzalnej atmosfery to zaś w głównej mierze zasługa więcej

  • Assassin’s Creed Black Flag Resynced – Pieśń znaleziona w Butelce

    Assassin’s Creed Black Flag Resynced – Pieśń znaleziona w Butelce

    Assassin’s Creed Black Flag Resynced jest opowieścią o Morzu, które nie zna ciszy. Skrzypią deski, wiatr napina żagle, a głosy Załogi niosą się daleko poza pokład Kawki. Każdy, kto odnajdzie ten List, niechaj więcej

  • Rhythm Heaven Groove – wakacyjne hity

    Rhythm Heaven Groove – wakacyjne hity

    W 2004 roku kompozytor Mitsuo Terada aka Tsunku wpadł na banalny pomysł, aby za pomocą prostych sekwencji zręcznościowych stworzyć przystępną dla każdego, rytmiczną grę. Tak powstała Rhythm Heaven (Rhythm Tengoku) – jedna z ostatnich produkcji więcej

  • The Adventures of Elliot: The Millennium Tales – gama motywów

    The Adventures of Elliot: The Millennium Tales – gama motywów

    Pomimo, że nie miałem wobec przygód Elliota żadnych oczekiwań, to nowa produkcja od Square Enix okazała się jednym z moich największych growych zaskoczeń tego roku. To bardzo sprytny mariaż rozwiązań podpatrzonych ze staro szkolnych tytułów z serii The Legend więcej

  • CO jest grane?

    CO jest grane?

    Comiesięczna polecajka albumów z muzyką grową, którym według nas warto dać szansę. Wspominamy też o tych, które lepiej omijać z daleka. Zostań z nami i posłuchaj, co mamy do powiedzenia. Jak zawsze zachęcamy Was do komentowania podcastu, a szczególnie do dzielenia więcej

Współpracownik

Bartek Kubica

Odnaleziona w wykopaliskach archeologicznych osobliwa istota. Ponoć żywi się kurzem z retro sprzętów i klejem z własnoręcznie robionej GRY ttrpg. Koją je dźwięki muzyki Hitoshiego Sakimoto.