W grudniu nasz kolega Maciej Baska napisał tekst, którego już sam tytuł zawiera bardzo odważną tezę, że żyjemy w złotej erze muzyki z gier. Po przeczytaniu całości trudno mu nie przyznać racji: soundtracki do gier dostępne są w serwisach streamingowych, w tym na bardzo popularnym Spotify, na YouTube, co rusz organizowane są koncerty z muzyką do gier, albumy wydawane są nawet na płytach winylowych… Przykłady można mnożyć.

Muzyka do gier przeszła w ciągu ostatnich 10 lat bardzo długą drogę.

W tym roku mija 10 lat, odkąd już na stałe dołączyłem do redakcji Gamemusic.pl i biorąc pod uwagę moje dotychczasowe doświadczenia mogę powiedzieć, że to, co napisał Maciej, jest prawdą -– muzyka do gier przeszła w ciągu ostatnich 10 lat bardzo długą drogę, aby stać się medium zauważonym przez szerokie masy… i jeszcze przynajmniej drugie tyle ma przed sobą.

Pamiętam, jak jeszcze 10 lat temu gry wideo były przez nie-graczy i media mainstreamowe traktowane po macoszemu. Ot niezbyt wymagająca rozrywka dla niezbyt wymagających ludzi, niegodna stawiania w jednym rzędzie z filmami i literaturą. Moim zdaniem pobudka nastąpiła w momencie ogłoszenia nowiny, że wartość rynku gier wideo najpierw przewyższyła rynek filmowy, a potem również muzyczny. W Polsce dodatkowym bodźcem, który ostatecznie sprawił, że gry zaczęto traktować jako poważny biznes, była premiera Wiedźmina. Odtąd gry były czymś więcej niż bezmyślną rozrywką dla niewielkiej grupy.

A jak na tamte czasy wyglądała sytuacja muzyki do gier? Niewątpliwie szczytem możliwości było wydanie soundtracku na płycie CD i sprzedaż w sklepie internetowym, a za prawdziwą fanaberię można uznać zamieszczenie nań biografii autora/autorki soundtracku (bo jak to tak, że wyrobnik ma zostać wyróżniony?!). Sam jestem szczęśliwym posiadaczem kilku takich albumów. I gdyby mi ktoś wtedy powiedział, że za kilka lat będę mógł słuchać takiej muzyki na swoim telefonie, to zapewne pukałbym się w czoło.

Niewątpliwie szczytem możliwości było wydanie soundtracku na płycie CD.

Choć do ideału jeszcze brakuje. Bo owszem, muzykę z God of War czy z najnowszych odsłon Assassin’s Creed odsłuchałem na Spotify bodaj w dniu ich premier, ale za to soundtracku z Persony 5 do dzisiaj nie jestem w stanie tam odnaleźć. Niby widać, jak firmy ze wschodu powoli otwierają się na zachodnich słuchaczy, czego dowodem są bogate biblioteki soundtracków udostępnione przez Square Enix czy Capcom, ale wciąż podchodzą do tego tematu po macoszemu.

Pierwszy w Polsce magazyn o muzyce do gier wideo!

Niemniej jednak trzeba przyznać, że technologia zdecydowanie sprzyja promowaniu muzyki do gier. Jednak istotny jest również czynnik ludzki – ktoś (albo coś), kto poprowadzi za rękę i pokaże, że muzyka do gier może być traktowana jak sztuka. Oczywiście można to zrobić za pomocą filmików na YouTube czy paru podcastów, jednak najlepszym i najskuteczniejszym sposobem na pokazanie panom pod krawatami, że muzyka z gier może stać na równi chociażby z muzyką filmową, są koncerty. Skoro mamy Festiwal Muzyki Filmowej, to dlaczego nie miałoby się to udać z Festiwalem Muzyki Gamingowej?

Na polu organizowania wydarzeń kulturalnych z wykorzystaniem muzyki do gier Japonia nie ma sobie równych: raz odbędzie się wielki koncert w Tokio, a innym razem trwająca nawet kilka miesięcy cała trasa po największych miastach. Zwykle odbywają się one przy okazji okrągłych rocznic powstania konkretnych gier, ale bywa też, że koncert jest organizowany w okolicach premiery jakiejś świeżynki. Za tym wszystkim stoją przede wszystkim ludzie: sami kompozytorzy, ale i osoby czy nawet instytucje związane bezpośrednio z kulturą. O widownię nietrudno – bilety wyprzedają się niemal natychmiast. W kraju, gdzie gry pokroju Final Fantasy czy Kingdom Hearts są traktowane niczym świętość, to nawet nie dziwi.

Kingdom Hearts – muzyczna bajka #2

A jak to wygląda na Zachodzie? Cóż, początki nie wyglądały obiecująco. W Stanach Zjednoczonych szczególnie popularne były (i są do dzisiaj) koncerty pokroju Video Games Live, czyli dużo świateł, raczej głośna muzyka i raczej te najpopularniejsze gry/kawałki. Za ich organizację odpowiadają zwykle pasjonaci, którzy chcą połączyć swoje hobby z czymś większym. Niby dobra rozrywka i nawet sporo osób bierze w niej udział, ale sam miałbym duże wątpliwości, czy dać temu jakiekolwiek fundusze na zorganizowanie kolejnej edycji. Oczywiście z czasem zaczęto organizować koncerty zupełnie innego formatu (vide The Legend of Zelda: Symphony of the Goddesses), ale to nadal niewiele w porównaniu z Japonią.

W przypadku Europy można powiedzieć, że podobnie jak w USA koncerty nie odbywają się tak często (a początki były bardzo nieśmiałe, zatem mamy do czynienia z progresem), ale za to pełnoprawna orkiestra symfoniczna zdecydowanie bardziej przypasowała publice niż dziwne romanse orkiestry z zespołami rockowymi. Obecnie niemal w każdym europejskim kraju ma miejsce jakiś koncert z muzyką z gier, a nie tak dawno do tego grona dołączyła również Polska. Najpierw były to niewielkie, wręcz kameralne występy, potem publika się rozrosła, aż w końcu udało się stworzyć festiwal z prawdziwego zdarzenia.

Od wirtuozów układów scalonych do żywej orkiestry – muzyka w grach od 1970 do 2000. Część I 

Game Music Festival okazał się dużym sukcesem, czego dowodem była ubiegłoroczna druga edycja. Jednak już przy pierwszej edycji zobaczyliśmy, na jakim poziomie znajduje się Polska pod kątem świadomości, czym jest muzyka z gier. Szczegóły pominę, ale uwierzcie nam, że przekonanie do tego pomysłu dużych ośrodków kultury, mediów czy instytucji wspierających podobne inicjatywy było nie lada wyzwaniem. Na szczęście fani gier z Polski i zza granicy nie zawiedli i zleciało się do Wrocławia tylu, że cały budynek Narodowego Forum Muzyki pękał w szwach. Przy okazji drugiej edycji GMF o muzyce do gier zaczęto w końcu mówić w mainstreamowych mediach. Jeszcze raz dziękujemy!

Fani gier z Polski i zza granicy nie zawiedli.

Także to, o czym pisał Maciej, jest stuprocentową prawdą. Po 10 latach gracze mają znacznie większy wybór i możliwości, jeśli chodzi o słuchanie muzyki do gier. Ta z kolei stała się czymś powszechnym, a nawet został zauważony przez ludzi nieobeznanych z grami. Niemniej jednak sądzę, że to wciąż dopiero początek drogi. Bo choć pomiędzy tymi działaniami, które są dzisiaj podejmowane w celu popularyzacji muzyki do gier a tymi, które miały miejsce jeszcze dekadę temu jest ogromna przepaść , to tym bardziej uważam, że trzeba na bieżąco zadbać o to, aby chociaż utrzymać ten sam poziom przez kolejne lata.

Muzyka do gier jest taką samą formą sztuki, co muzyka filmowa.

Tylko dzięki naszemu wspólnemu zaangażowaniu w budowaniu i utrzymywaniu w świadomości ludzi to, że muzyka do gier jest taką samą formą sztuki, co muzyka filmowa możemy doprowadzić do tego, że dzieła Hansa Zimmera i Austina Wintory’ego razem znajdą się na listach przebojów największych stacji radiowych. No chyba że za 10 lat nie będzie już stacji radiowych.

Czytaj więcej:

Redaktor

Paweł Dembowski

Gra w gry odkąd pamięta, pisze o nich również kawał czasu. Uzależnienie jak nic. Jednak nie może powiedzieć, żeby kiedykolwiek czegokolwiek żałował. Poza tym dziennikarz z pasji i powołania.